dziewięć dni. niedziela 23 grudni.
niecierpliwe oczekiwanie na święta, a ja patrząc na wszystkich zastanawiam się na co tak naprawdę czekają? na komercyjną imprezę o największym bo globalnym zasięgu? na kolejne narodziny Jezusa?
podobno jedzenie które w okresie świątecznym znajdujemy w naszych lodówkach wystarcza na tydzień, gość w telewizji stwierdził, że tu nie chodzi o zakupy, nie trzeba przecież nic kupić bo wszystko już dawno jest, ale chodzi o te kolejki, o to stanie w kolejce i poczucie klimatu świąt...
zastanawiam się czy to wymaga jeszcze w ogóle komentarza?
jeśli klimat świąt to kolejka w supermarkecie, tandetnie plastikowy w wyblakło- czerwonym płaszczu powieszony Mikołąj to gdzie jest miejsce na te narodziny Chrystusa? pomijając fakt, że On narodził się raz, a nie rodzi się co roku to tak czy inaczej, czy mikołaj sprzed domu, człowiek w kolejce przed Tobą ustąpi miejsca aby pokazać Jezusa? świętowanie Jego urodzin bez Niego. a może to moje nieludzkie podejście do świąt? wciąż szukam prawdy, chcę szczerości, prawdziwości i czystej niezniszczonej radości z tego, że Jezus się urodził. radości z tego, że mieszka we mnie. no tak, urodził się, to fakt w zasadzie historyczny. kluczowe pytanie jest tylko takie czy urodził się dla Ciebie? pomyśl.
pytanie na dzisiaj:
krismas czy iksmas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz